|
<powrót
zakladka
Być Przewodniczącym w trudnych czasach…
(Rozmowa z Markiem Samulczykiem,
Przewodniczącym Rady Miasta Luboń)
Marek
Samulczyk- Przewodniczący Rady Miasta Luboń ma już za sobą
9-letni staż samorządowy. (W kwietniu 2002 r. po raz pierwszy,
jako radny z okręgu nr 3, zasiadł w lubońskiej sali sesyjnej.)
W czasie dwóch kolejnych kadencji p. Samulczyk zdobył
doświadczenie w działaniu na poszczególnych szczeblach samorządu
lokalnego (poczynając od radnego, poprzez kierowanie komisją,
funkcję Wiceprzewodniczącego aż do przewodniczenia Radzie
Lubonia w obecnej kadencji). Kwiecień jest dla p. Marka
Samulczyka istotnym miesiącem w karierze samorządowej, dlatego
właśnie teraz poprosiliśmy o rozmowę na temat jego koncepcji
kierowania lubońskim samorządem.
-Zostałem radnym, bo widziałem wokół siebie potrzebę działania.-
Stwierdził na wstępie naszej rozmowy p. Marek Samulczyk.- Teraz,
po latach doświadczeń wiem, że nie wystarczy tylko widzieć
problem. Trzeba także rozpoznać jego przyczynę, zrozumieć
sytuację i poświęcić sprawie wiele własnego czasu… Na tym polega
sprawowanie społecznego mandatu radnego. Rola Przewodniczącego
Rady jest znacznie trudniejsza bo wymaga odpowiedzialności za
całą sferę formalnego przygotowania obrad, poczynając od
wstępnych informacji aż po prawidłową konstrukcję projektów
uchwał, na sprawnym prowadzeniu comiesięcznych sesji kończąc.
Jako Zastępca Przewodniczącego Rady Miasta w poprzedniej
kadencji (2006-2010 r.) miałem czas zapoznać się z ogólnymi
zasadami kierowania samorządem. Jednak stwierdziłem, że dla
poczucia dobrze spełnionego obowiązku potrzebuję stałego
kontaktu z mieszkańcami. Dlatego zmodyfikowałem ustalony
tradycją poniedziałkowy system dyżurów. Postanowiłem, że moje
poniedziałkowe dyżury (od godz. 16.00 do 18.00) trzy razy
w miesiącu odbywać się będą tak jak dotychczas, w biurze rady,
ale w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca spotykać się będę
z mieszkańcami w poszczególnych okręgach wyborczych. Ludzie
mający istotne problemy mogą się nimi ze mną podzielić. Już
pierwszy dyżur (w okręgu nr 3) pokazał, że 2 godziny spotkania
nie starczyły, aby wszyscy przekazali mi swoje sprawy.
Oczywiście nie na każdym dyżurze jest tak tłumnie ale widzę, że
dla mieszkańców też ważny jest osobisty kontakt
z przedstawicielem samorządu. To początek wzajemnego zaufania.
Osobiście uważam, że mieszkaniec musi mieć zaufanie do swojego
reprezentanta w Radzie Miasta, dlatego też staram się nie
zawieść moich współobywateli, którym złożyłem deklaracje
przedwyborcze i walczę o sprawy, które dla nich (i dla mnie) są
naprawdę ważne…
Zapytany o trudności i kłopoty, związane z pełnieniem funkcji
Przewodniczącego Rady Marek Samulczyk odpowiada:
-Kłopoty? Właściwie ich nie mam! Jestem człowiekiem o spokojnym
usposobieniu. Staram się być niekonfliktowy i wyprowadzać
agresję z Rady Lubonia. Czasem muszę być stanowczy, trzymać się
sztywno regulaminów i porządku obrad, ale to tylko w imię
wspólnego dobra. Uważam, że od burzliwych starć na gruncie
merytorycznym są komisje. Tam jest miejsce na kłótnie, emocje
i własne zdanie. Tam też trzeba przed sesją wypracować określone
stanowisko na „zadany temat”. Bo sesja to nie arena dla popisów
krasomówczych. Na sesję przychodzą mieszkańcy miasta i chcą
zobaczyć swoich przedstawicieli godnie sprawujących społeczny
mandat. Dla członków Rady Miasta sesja ma być swego rodzaju
uroczystością, podczas której oficjalnie podejmują oni ważne
uchwały. Dzień sesji ma godność i dostojeństwo wpisane program,
dlatego od początku istnienia miejskiego samorządu radne i radni
miasta pojawiają się w sali sesyjnej odświętnie ubrani,
niestety, czasem zapominają, że są reprezentantami swoich
wyborców… Samorząd ma służyć wspólnym interesom obywateli
i wznosić się ponad układy i układziki. Ja tak to rozumiem.
Dlatego pewnie w poprzedniej kadencji usunięto mnie z klubu
radnych, do którego należałem i dlatego zakończyłem ostatnią
kadencję jako radny niezależny. W moim pojęciu deklaracja
współpracy nigdy nie oznaczała bezmyślnego „przyklepywania”
wszystkich decyzji. Jeśli nie jestem do czegoś przekonany i nie
mam pewności, nigdy nie będę głosował „za”! To samo dotyczy
moich zobowiązań wobec wyborców. Nie obiecuję niczego „na
wiatr”, ale jeśli coś obiecałem, staram się dotrzymać słowa.
Obecna Rada Miasta Luboń pozornie jest zbudowana
z większościowego zaplecza Burmistrza Lubonia i marginalnej
grupy niezależnych radnych. Ale to tylko zewnętrzny obraz
naszego samorządu. W rzeczywistości w naszej Radzie jest 50 %
całkiem nowych radnych. Wielu z nich już pokazało, że ma własne
zdanie i myśli samodzielnie. To wymaga od Burmistrza starannego
doboru argumentów merytorycznych w dyskusji nad planowanymi
przedsięwzięciami. Wszyscy wiemy, że Lubonia nie stać na wiele
bardzo potrzebnych inwestycji. Sporo przedsięwzięć, których
realizacja już się rozpoczęła, stoi w miejscu. Możliwości
kredytowych mamy niewielkie. W tej sytuacji moim zdaniem nowe,
wielomiliardowe obciążenia inwestycyjne nie wchodzą w grę, bo
miasto tego nie udźwignie. Musimy wobec tego poważnie rozważyć,
czy zamierzamy nadal dyskryminować „starych” mieszkańców
Lubonia, którzy mieszkają przy ulicach wytyczonych 60-70 lat
temu (i do dziś nie utwardzonych), czy będziemy wyrównywać
szanse.. Ludzie mieszkający w starych częściach miasta od lat
finansują swoimi podatkami komfort życia obywatelom miasta
z nowych osiedli. Będę walczył o to, aby dysproporcje stopniowo
się wyrównywały i każdego roku w planach inwestycyjnych miasta
były te najstarsze lubońskie ulice. Chciałbym również przekonać
wszystkich w Radzie Miasta, że zaczęte inwestycje trzeba
dokończyć, także w kwestii finansowania, ale jestem
przeciwnikiem nadmiernego otwierania „frontu robót”. Przed nami
trudne lata, dlatego musimy dobrze się rozumieć i działać
racjonalnie. Kryzys gospodarczy nakazuje nam, jako samorządowi
lokalnemu, dokładnie liczyć każdy grosz i oszczędzać tam, gdzie
można. W inwestycjach miejskich oznacza to, że musimy je
realizować szybciej, bo „kto wolno buduje, drożej buduje”… Nie
możemy ulegać pięknym „wizjom”, bo do dziś czkawką odbija się
Luboniowi pomysł nowego centrum, budowanego w szczerym polu.
Nikt nie pomyślał wtedy, że tysiącom nowych mieszkańców trzeba
będzie dać przynajmniej chodniki, aby przeszli suchą nogą do
przystanku autobusowego po błotnistych drogach, z których jedna
nosi dziś dumnie imię Alei Jana Pawła II… Developerzy sprzedali
mieszkania a budżet miasta teraz płaci za budowę dróg
i chodników w nowym centrum, oczywiście kosztem innych części
Lubonia. (Nie wiem z jakich powodów nie wprowadzono
w odpowiednim czasie opłat adiacenckich ani nie zobowiązano
inwestorów budujących przy ul. Wschodniej do partycypacji
w inwestycjach drogowych). Chciałbym, aby takie działania już
się nie powtórzyły. Co do sprawowania przeze mnie funkcji
Przewodniczącego Rady Miasta Luboń, to obejmując ją postanowiłem
w głębi swojego sumienia, że bez względu na okoliczności będę
strażnikiem praworządności w naszym mieście!
Z Przewodniczącym Rady Miasta Luboń Markiem Samulczykiem
rozmawiała Izabella Szczepaniak
<powrót
|