|
Do trzech razy sztuka-czyli
trzeci pożar wywołany „cudem” w przewodzie wentylacyjnym bloku
przy ul. Osiedlowej)

W jaki
sposób może, w czterokondygnacyjnym budynku, w krótkich odstępach
czasu, trzy razy zapalić się ten sam przewód wentylacyjny?
Odpowiedź brzmi: tylko „cudem”! Niestety, tego rodzaju „cuda” od
niedawna są powodem poważnego stresu dla mieszkańców bloku przy
ul. Osiedlowej w Luboniu. Każdorazowo oczywiście na miejscu
interweniuje przynajmniej kilka zastępów straży pożarnej.
W poniedziałkowy wieczór (28. 11. 11 r.) około godziny 17
sytuacja się powtórzyła. Zdumieni mieszkańcy „Lubonianki”
usłyszeli nadjeżdżające na sygnałach wozy strażackie, które
z trudem
manewrowały
po zatarasowanej samochodami ulicy Osiedlowej. Strażacy OSP
z Lubonia (na zdjęciu) i z Poznania (JRG-4), ekipa pogotowia
ratunkowego i patrol lubońskiej policji śpieszyli na ratunek
dziecku, które zgodnie z odebranym zgłoszeniem, mogło być
uwięzione w jednym z prawdopodobnie palących się mieszkań. Na
szczęście okazało się, że nie było potrzeby ratowania
kogokolwiek, chociaż pożar wybuchł i spowodował straty
materialne wewnątrz budynku. Zniszczeniu po raz kolejny uległ
fragment sufitu w zakładzie fryzjerskim, usytuowanym w piwnicy
bloku. To właśnie właścicielka zakładu fryzjerskiego
zaalarmowała strażaków, kiedy podczas pracy poczuła i zobaczyła
dym w swoim pomieszczeniu. Już w chwilę później jej salon
zaczęła zalewać woda z przepalonych instalacji. Strażacy
z Lubonia, którzy pierwsi wkroczyli do akcji, szybko
zlokalizowali źródło
pożaru.
Okazało się, że ogień trawił wypełniony wszelkiego rodzaju
śmieciem przewód wentylacyjny, do którego „ktoś” wrzucił
niedopałek papierosa… Skutki ognia w przewodzie wentylacyjnym,
w którym biegną łatwopalne instalacje (wykonane ze sztucznego
tworzywa rury) mogły być tragiczne. Szczęściem dla mieszkańców
był fakt, że właścicielka zakładu fryzjerskiego zachowała
przytomność
umysłu i wezwała odpowiednie służby. Tym razem wszystko
skończyło się w miarę dobrze i tylko Pani Fryzjerka potrzebowała
silnych, męskich rąk przy osuszaniu zalanego wodą salonu.
(Widzieliśmy, jak z dużą wdzięcznością przyjmowała szybką pomoc,
zaoferowaną przez kolegów syna.) Niestety, mieszkańcy nie mają
gwarancji, że podobna sytuacja za chwilę się nie powtórzy… Skoro
bowiem administracja osiedla już dwukrotnie zlekceważyła
niezwykłe zjawisko „samozapłonu”, mające miejsce w tym samym
przewodzie wentylacyjnym i nie podjęła restrykcyjnych działań
zapobiegawczych, następnym razem lokatorzy feralnego bloku mogą
już nie mieć tyle szczęścia.
Opr. M. Rybarczyk (foto. I. Szczepaniak)
|